Uroki pracy w księgarni

Znacie klasyka o mężczyźnie w dresie, który wchodzi do księgarni kupić swojej dziewczynie książkę? Jeśli nie szybko nadróbcie historię:

Po księgarni kręci się rosły delikwent w dresie zdobionym trzema paskami.  Trzyma w ręku małą karteczkę i co jakiś czas na nią spogląda, chodząc między regałami z książkami. W pewnej chwili podchodzi do niego sprzedawca.
- Może w czymś panu pomóc?
- Tak, dziewczyna prosiła mnie o książkę.
- Jaką?
- Wszystko jedno, byleby nic Grocholi - odpowiada dresiarz, patrząc na karteczkę.
- Jest pan pewien? Katarzyna Grochola to w tej chwili niezwykle popularna autorka.
- Tak, jestem pewien. Na pewno nie chcę nic Grocholi.
Sprzedawca wybrał książkę z listy aktualnych bestsellerów i wręczył zadowolonemu klientowi. Nazajutrz klient wraca do księgarni.
- Chciałbym zwrócić tę książkę, moja dziewczyna nie była zadowolona.
- Rozumiem. A mógłbym zobaczyć, co ma pan napisane na tej karteczce?
Dresiarz wyjmuje z kieszeni pomiętą karteczkę, z napisem: GROCHOLA - NIGDY W ŻYCIU.

Pamiętam jak przeczytałam to jakieś lata temu i gratulowałam ludziom wyobraźni w wymyślaniu takich historii; dziś dla odmiany poprosiłam Monikę, (której po raz setny bardzo dziękuje!) by powiedziała mi, jak to naprawdę jest z tą pracą w księgarni oraz jakie są jej minusy. 

1. Nie pamiętam tytułu, ale książka miała niebieską okładkę. 
To jest jeden z moich ulubionych tekstów - przychodzi klient i mówi coś typu ,,No wiee pani, ja to chciałem książkę. A taką niebieską! Ale za Chiny nie wiem, jaki miała tytuł. Pamiętam tylko, że była o dwóch nastolatkach. Może mi ją pani znaleźć?". I wyobraźcie sobie takiego małego pracownika, który stoi pośród setek różnych egzemplarzy, gdzie pewnie jakieś 30% asortymentu jest niebieska, a 40% ma ozdobne elementy tego koloru.  

Swoją drogą niektórzy sprzedawcy mają na to nawet swój patent:  
- No bo wie pani... To trochę zajmie, zanim znajdę tę niebieską książkę. Może wezmę od pani numer i zadzwonię, jeżeli znajdę? 

To całkiem dobry patent na podryw, ale wracając do rzeczy. Sprzedawca dostaje numer, a później z miną zbitego szczeniaczka dzwoni mówiąc, że nie udało mu się odszukać tej niebieskiej okładki, choć oczywiście nawet nie próbował (czemu sie nie dziwie).

To bardzo ważny przykład na to, że kolory mają znaczenie.
źródło: 
demotywatory.pl

 2. Polecać czy nie?
Z jednej strony wiele osób podchodzi i mówi coś typu ,,Czy może Pani polecić podobną książkę do xxxx ?''. Z drugiej strony spotkałam się z ciekawą anegdotką, gdzie dwie dziewczyny (około lat dziewiętnastu), szukały prezentu dla koleżanki. Pracownica skakała wokół nich, pokazując coraz to nowsze i ciekawsze tytuły. W końcu wybrały, zapłaciły. Pani pyta: ,,Mogę jeszcze w czymś pomóc?" Uśmiechy, gadka-szmatka, po czym odchodzą. Pod wejściem jedna mówi do drugiej: ,,Ku**a ale dziwna laska, no ale w księgarni to chyba normalne, że pracują świry".   

Zdarzają się też kupujący, którzy oczekują, że ekspedient poleci im jakąś książkę, choć nie podają gatunku, autora, czegokolwiek, co mogłoby naprowadzić na klimaty, w jakich gustuje dany klient. Ewentualnie do księgarni przychodzą ludzie, chcąc kupić prezent komuś z rodziny. Wtedy bardzo często wygląda to na zasadzie: ,,Mój dziadek coś tam podczytuje... Właściwie to nie wiem co, ale chciałabym mu kupić książkę. Może pani coś polecić?''. 

3. Dlaczego nie macie wszystkich książek?
Uroczę są również sytuację, gdy delikwent przed zakupami sprawdził stronę internetową, po czym przychodzi żądając podanego tytułu, a kiedy pracownik mówi mu, że niestety nie mają tej pozycji na stanie, toczy batalię ,,Że przecież to było na stronię!''.  


4. Ja tu tylko po gazety!
Znajdą się również klienci, którzy nie czytają książek tylko tuptają codziennie po gazety. Natomiast na propozycję kupienia książki rzucają tylko: ,,Od czytania bolą oczy''. À propos książek i gazet przypomniała mi się nieco osobliwa sytuacja.

Podchodzi pan do lady.
Klient: Jest książka xxxxx?
Sprzedawca: Oczywiście. (Wyciąga książkę, zachwala, jaka to dobra pozycja i odruchowo kartkuje książkę kciukiem.)
Klient: Ja już dziękuje za tą książkę.
Sprzedawca: Dlaczego?
Klient: Dotknął pan kartek. (Oczywiście, klient dał upust swojej dezaprobacie poprzez wielki grymas.)
Sprzedawca: Wobec tego wyciągnę z szafki drugą, postaram się jej prawie nie dotykać.
Klient: Dobrze, skoro pan musi. (Sprzedawca bierze książkę delikatnie dwoma paluszkami, ledwie ją muskając.)
Sprzedawca: Zapakować?  
Klient: NIE! Niech pan jej już nie dotyka!
(Mężczyzna zapłacił, zabrał książkę i natychmiast czmychnął z sklepu.) 

5. Jak to pani nie wie ile to kosztuje?
Według wielu ekspedient powinien odznaczać się nieprzeciętną wiedzą; po pierwsze musi być w stanie streścić każdą książkę (nawet, jeśli je premiera była tydzień temu), wiedzieć ile, która pozycja kosztuje i przede wszystkim znać wszystkich autorów oraz wiedzieć, w którym dziale należy ich szukać.

6. Dlaczego książki są takie drogie?
Pytanie słuszne, ale co ma na to odpowiedzieć sprzedawca; ,,taki mamy klimat'', ,,nie ode mnie to zależy'' czy może powinien przepraszać? Zdarzają się też ludzie, którzy bez cienia skrępowania stwierdzają, że ,,połowa waszych książek nadaje się do śmieci". No i co wtedy zrobisz? 


 7. A dostanę tu cebule?
Przyznam się, że przykład z cebulą zmyśliłam, ale myszkując trochę po księgarskich portalach znalazłam najdziwniejsze pytania od kupujących, m.in.:
,,Gdzie ja tu dostanę rajstopy 'dwójki'?"
,,Czy dostanę tutaj krzywiki giętkie, czy są same książki?"
,,Są może wycieraczki do samochodu?'
,,A dostanę karmę dla kota?''
No i mój faworyt; ,,Znajdę tu wibratory?''.

źródło i autor: Paweł Kryński

I żeby nie było księgarnia to nie miejsce wszechobecnego zła i obłudy. Zdarzają się także akcenty niezwykle miłe; Monika powiedziała mi, że pewnego dnia przyszedł do nich pan i wręczył po kwiatku ,,bo taki super zgrany z nich zespół''. Poza tym zawsze można wpaść na prawdziwego książkoholika, o którym będzie można porozmawiać o cudownych wydaniach lub ulubionych książkach. Niemniej jednak dobrze by było, gdyby każdy wiedział, po jaką dokładnie lekturę idzie do sklepu, a nie jaki kolor ma okładka.

PS. Ktoś z was spotkał się z podobnymi przypadkami, a może byliście świadkami jakiś osobliwych sytuacji?

Komentarze

  1. Hej!
    Myślę, że fantastyczny jest ten wywiado-post. :) Strasznie się przy nim ubawiłam i dowiedziałam się też wielu rzeczy, które jak mniemam, mogą mi się przydać jeśli mam zamiar aplikować do jakiejś księgarni.
    Oczywiście najgorsi klienci muszą się zdarzać, ale mam wrażenie, że normalnych sprzedawców typu pani Grażyna z mięsnego nigdy nie dotyka taki okrutny sposób traktowania. A z niewiadomego powodu ludzi pracujących z książkami się zawsze gorzej ocenia, nawet powierzchownie, choć przecież to najgorsze, co można zrobić. :(
    Ale poważnie można zostać zbesztanym przez klienta, że się kartek dotyka?
    Taa, syndrom niebieskiej okładki; połowa moich znajomych ostatni raz książkę czytała w gimnazjum choć wszyscy mamy po 20 lat :/
    Mimo to myślę, że taka praca musi dawać mnóstwo satysfakcji. :) Mnie by na pewno dawała, i nawet nie chodzi o ludzi, bo czasem natykam się na pracownika, który znalazł się w księgarni tylko jakimś przypadkiem. Chyba sam fakt, że wokół siebie ma się papierowe wieże jest tak doskonałym uczuciem samym w sobie ❤

    No cóż, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony praca świetna, bo stos książek, ale z drugiej strony te same stosy są i minusem - przynajmniej dla mnie, bo pewnie nie mogłabym się opanować i zaraz chciałabym wszystko kupić :)

      Usuń
  2. Przy okazji! W czwartym pytaniu to powinno być "À propos" zamiast "a pro po" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błąd już poprawiony, dziękuje.

      Usuń
  3. Tak naprawdę nigdy jako klientka nie myślałam, że możemy być tacy uciążliwi. Ja zawsze radzę sobie sama, bo moim problemem jest, że nigdy nie wiem, co wziąć, bo jest tyle tytułów, które po prostu chcę :) Sama nigdy nie byłam świadkiem sytuacji w tym stylu, ale naprawdę księgarze muszą mieć anielską cierpliwość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze kolor okładki to pikuś, coś tam się da wyszukać. Hitem jest to, jak ktoś przychodzi i mówi, że chce książkę, której tytuł zaczynał się na Z i opowiadała o jakiś wilkach... potem się okazuje, że ziomek miał na myśli książkę na A i była ona o roślinach XD Przykład z życia wzięty, nie tyle z księgarni, co od znajomych xd
    Ze znajomością wszystkich książek to bez przesady, nie wymagajmy za dużo, ale chyba każdy księgarz powinien znać wszystkie popularne książki i nazwiska autorów. A zdarzają się takie kwiatki, że ktoś nie wie, kim jest Stephen King xd
    Sama bym chciała kiedyś przeżyć przygodę życia jako księgarz, zobaczymy, jak to wygląda od drugiej strony XD

    Pozdrawiam!
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta sytuacja z dotykaniem książki mnie rozwaliła xD Ludzie są dziwni :P W pełni rozumiem frustrację osoby pracującej w księgarni, kiedy ktoś się go pyta o te niebieskie okładki, polecenia, albo ma pretensje że trawa jest zielona. Ale to w sumie uroki pracowania z ludźmi. Nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi, dlatego ja nigdy w życiu nie chciałabym pracować w jakiejkolwiek obsłudze klienta. Niby teraz mam kontakt z klientem, ale to mała firma i ludzie życzliwi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki świrku! :D Również się ubawiłam czytając ten post :) Cieszę się, że mogłam pomóc!
    A co do ostatniego punktu, ostatnio kobitka szukała u nas lakierów do paznokci :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe :) Niektórzy ludzie mają dziwne podejście do życia. Pracowałam w antykwariacie, gdzie książki były po 5-10 zł... I też były komentarze, że drogo. Lub... szok, że nie ma wszystkiego, co się chce :)
    Ale o dotykaniu jeszcze nie słyszałam, no tak... antykwariat. Za to spotkałam wiele książkowych maniaków, to była jedna z fajniejszych prac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jacie! Jakbym miała blisko siebie książki za 5-10zł to bym tam skakała z radości, a nie marudziła, że mi drogo.

      Usuń
  8. Po przeczytaniu "Cienia wiatru" marzyłam o pracy w księgarni, jednak życie potoczyło się zgoła inaczej. Myślę, że tutaj, tak jak przy każdej pracy w bezpośrednim kontakcie z klientem, zdarzają się dziwne sytuacje, jednak książki mogą wiele zrekompensować :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawsze chciałam pracować albo w księgarni, albo w bibliotece, ale los rzucił mnie na inne tory. Jednak kto wie, może jeszcze zmienię zawód? ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że trzeba oddzielić od siebie pracę w księgarni sieciowej i kameralnej. W tej drugiej pracownicy zazwyczaj naprawdę dużo wiedzą o sprzedawanym asortymencie i pomagają klientom w doborze lektury. Co do sieciówek - cóż, w tym przypadku chodzi tylko o zysk, ale mimo tego zdarza mi się tam iść, bo taniej ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to jest prawda.
      Chociaż empik próbował coś z tym zrobić angażując pracowników do poznawania np. książek lub płyt, które zostały zareklamowane, ale i tak więcej osób pojawia się tam z przypadku.
      Co do innych księgarni to nie wiem - szczerze, to nie miałam okazji korzystać, bo w mojej okolicy nic takiego nie ma :/

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że nie ma na to reguły. W mojej kameralnej księgarni niby coś wiedzą, ale też nie do końca, chociaż pozycji na stanie nie mają dużo. Za to jak zdarzyło mi się pójść do Matrasa (gdzie notabene przepłaciłam) to pani skakała wokół klienta i miała coś do powiedzenia niemal o każdej pozycji, choć były tam też takie książki, które premierę miały kilka tygodni temu. Różnie można z tym trafić.

      Usuń
  11. Ja pracuję w bibliotece i bardzo często wymagane jest ode mnie abym znała fabuły wszystkich książek... Co dla mnie jest nierealne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym też słyszałam. Podobno zdarzają się nawet tacy, którzy chcą, aby ekspedient powiedział im jakieś ciekawostki z książki biograficznej.

      Usuń
  12. W takich chwilach nawet się ciesze, ze pracuję z ludźmi wyłącznie pośrednio, a przynajmniej nie muszę użerać się z nimi twarzą w twarz ;) z drugiej strony ubolewam, że nie bywam często w księgarniach. Jakoś moje życie literackie przeniosło się do sieci... recenzje, zakupy... a czasem takich fajnych sprzedawców obeznanych w temacie można było spotkać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie - wszystko załatwiam w internecie, ale jakoś nie narzekam. Może dla tego, że mam coś z takiego introwertyka, który jednak nie potrafi tak szybko załapać kontaktu z ludźmi.

      Usuń
  13. Klient, albo miał jakąś fobię z tym dotykaniem,albo nie wiem co :D Uśmiałam się :) Świetny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, ale i tak rozśmieszyła mnie ta sytuacja.

      Usuń
  14. Hahah, nieźle się ubawiłam! Chwilę temu wstałam z wyrka, zajrzałam na fejsa i ten wpis pierwszy rzucił mi się w oczy... Cóż, to była jedna z lepszych pobudek w moim życiu. Przykład z dresem w księgarni rozbawił mnie do łez, podobnie jak "pan niedotykalski". W sumie zastanawiałam się ostatnio, czy nie znaleźć sobie pracy w księgarni i chyba czuję się zachęcona :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, miło mi w takim razie :D
      Jeśli faktycznie zdecydujesz się na pracę w tym miejscy to pewnie nie będziesz mogła marudzić, że jest nudno!

      Usuń
  15. Dziwne przypadki i pytania w księgarni zdarzają się niezwykle czesto i możnaby je mnożyć. Klienci potrafią zaskakiwać każdego dnia. Teksty typu "szukam autobiografi tego i tego, ale nie znam autora" zdarzają się naprawdę, podobnie z przekręcaniem tytułów oraz prośbą o książkę, na okładce której była kobieta, ale nie znam tytułu ani autora. Jeśli ktoś kocha książki i lubi ludzi, to naprawdę fantastyczna praca i nie zgodzę się, że w księgarniach sieciowych liczy się tylko kasa. Wszystko zależy na jaką ekipę się trafi. Ja pracuję z samymi pasjonatami, dla których książkach to produkt wyjątkowy i tak należy go traktować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst o autobiografii mnie rozbawił i zażenował jednocześnie. Jak można nie znać tak podstawowych definicji?

      Usuń
  16. Doma, jaki świetny post! Mega przyjemnie mi się to czytało, a jestem już wymordowana czytaniem postów dzisiaj (wiesz, takimi "na brunete" xD) <3 Historia o typku od macania książek była świetna :D Momentalnie pomyślałam o detektywie Monku, on też miał takie pierdolce - zarazki, bakterie i inne patologie, sama rozumiesz xD
    Moja znajoma niemalże dostała na wakacje pracę w księgarni, ale okazało się, że spożywczak lepiej płaci -,- Boże, mało jej nie ukatrupiłam, bym miała człowieka w księgarni na własność! XD Ale w sumie w spożywczaku też dobrze mieć swoich ludzi (o ile po tygodniu pracy sobie nie skręcą kostki w magazynie.......... xD) :P
    Btw nie dam sobie ręki uciąć, ale "apropos" się chyba inaczej pisze ;)
    Buziaki :*
    Q.

    Otwórz Drzwi do Innego Wymiaru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam oglądać detektywa Monka, ale po jednym odcinku też miałam tego pierdolca i przeszkadzało mi źle zasunięte krzesło, więc odpuściłam xd
      ''Apropos'' już poprawiony :D

      Usuń
  17. Fakt autentyczny - po ukazaniu się jednej z pierwszych książek Suworowa, chciałam ją kupić w księgarni.
    Zapytałam o "Akwarium" i usłyszałam odpowiedź - " akwarystyka na trzecim regale przy ścianie"
    Do dziś książka kojarzy mi się z tą odpowiedzią:)
    Pracowałam swojego czasu w księgarni i po wydaniu po raz pierwszy "Sztuki kochania" Wisłockiej, po książkę ustawiły się tłumy ludzi.
    Oczywiście szybko zabrakło; na pytanie jednego z Klientów czy jest "Sztuka Kochania"
    odparłam, że została tylko Owidiusza. W odpowiedzi usłyszałam - "nie szkodzi, może być"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, szybka i konkretna odpowiedź.
      Ten pan od ,,Sztuki kochania'' też niezły :))

      Usuń
  18. No cóż różnie to się zdarza ;-) .Ja będąc w PL mam swoją ulubioną księgarnię ,bo jeśli nie ma jakiejś książki,ekspedientka sprawdza czy mają w hurtowni,także nie dość że książki są do odebrania już na drugi dzień ,bardzo miła obsługa to i jeszcze cena obniżona.Natomiast w innej księgarni nie lubię robić zakupów,bo pani ekspedientka cały czas obserwuje z nieprzyjazną miną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle nie przepadam za tym, żeby się na mnie gapiono podczas zakupów, jakbym miała zaraz coś ukraść. Takie wrażenie często mam, gdy przechadzam się po Rossmanie, chociaż zdaje sobie sprawę, że dla ochroniarza to po prostu zwykła robota, więc przechadza się w te i wewte.

      Usuń
  19. Zdjęcie " Nie pamiętam tytuł, ale..." zostało zrobione w jednej z Bibliotek w Katowicach :) a nie księgarni. Czytając ten tekst powiedzieć mogę, że praca w księgarni i bibliotece pod względem obsługi klienta/czytelnika jest bardzo podobna. Zdarzają się sytuacje zarówno mrożące krew w żyłach :P jaki i dobre, które po latach wspomina się z pewna nutką nostalgii :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetny post! Wiele z tych dziwnych sytuacji kojarzyłam, bo wiele razy nawet mnie - zwykłej dziewczyny, przeglądającej książki, ludzie się pytają - czy coś polecę. Jednak ja uwielbiam to robić (głównie przez to założyłam bloga) :)
    Cóż, w księgarni mogłabym pracować, chyba tylko nie przekonuje mnie żart, że to jakby zatrudnić alkoholika w monopolowym... No trudno xD

    Pozdrowionka! Tysiąc Żyć Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  21. Hahahaha genialny post :D
    Najlepszy pan "Nie dotykaj książki" xD Ciekawa jestem czy zdawał sobie sprawę z tego, że może ktoś tą książkę wcześniej oglądal, dotykał i czytał opis xD A książki do pralki nie wsadzisz!

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mógł wyprzeć to z swojej świadomości :))

      Usuń
  22. Warto zaznaczyć, że takie rzeczy dzieją się w księgarniach stacjonarnych, nie internetowych!
    W sieci zdarzają się jeszcze większe cuda. Od wyzwisk po obrażanie się klientów za wysyłanie np. gratisowych zakładek :)
    Pracuję w księgarni internetowej. Nie wspomnę już o tym, jakie dziwne rzeczy robią blogerzy książkowi np. w ciągu kilku dni wysyłają 10 pytań o to samo, mimo, że za każdym razem na swoje pytanie otrzymują odpowiedź ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam tę wiadomość chyba dwa razy, no bo jak można być złym za DARMOWE ZAKŁADKI?! Większość kupujących cieszy się z tego jak dzieci. Ba! Sama lubię zobaczyć takiego niespodziewanego gościa w przesyłce.

      Usuń
  23. Naprawdę wspaniały post! :) Można się uśmiać. Wydawałoby się, że praca w księgarni dla kogoś, kto kocha czytać jest bardzo łatwa i przyjemna. :D Pozdrawiam :)
    https://fan-of-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Cóż, klient nasz pan, nie ważne co się dzieje grzecznym trzeba być:D Osobiście nie mogłabym pracować na stałe w księgarni. Po 1 - nie mam cierplowosci. Po 2 - to dość jednostajne. Po 3 - mylilabym się przy wydawaniu reszty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą resztą to akurat najmniejszy problem, bo sprzęt obliczy, ile tej reszty trzeba klientowi dać.

      Usuń
    2. Sprzęt obliczy, ale potem ja pół godziny będę myśleć, ile tych okrąłych pieniążków to reszta. Naprawdę, to u mnie spory problem ;P

      Usuń
  25. Praca w księgarni jak widać nie jest taka łatwa. Sama z chęcią chciałabym pracować w takiej księgarence, ale trzeba przyznać że trochę trzeba się namęczyć z klientami. Ale przebywanie wśród książek dla książkoholika jest przecież rajem.
    Buziaki :*
    Fantastic books

    OdpowiedzUsuń
  26. O rany, pracowałam w Empiku przez kilka lat. Przewinęło się mnóstwo takich sytuacji. Klienci są mega niewdzięczni (nie wszyscy, ale 9/10). Pamiętam sytuację, kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia. Trzy osoby na dużym sklepie. Dwie osoby na kasie, jedna na sali pomaga znaleźć towar. Podchodzi do mnie facet:
    - Znajdzie mi pani płytę xxx?
    - Proszę pana, szukam w tej chwili czegoś dla innego klienta, ale przy punkcie obsługi klienta jest kolejka. Proszę się ustawić i poczekać, to pomogę.
    (Zwracając się do swojego kilkuletniego dziecka) - Weź tu rozwal te płyty, skoro nam nie chce pomóc.

    Nóż się w kieszeni otwiera.

    Albo.
    Przychodzi gościu i mówi:
    - Eee... dzień dobry. Szukam książki Heleny Chodkowskiej. Yyy... Chodakowskiej. Yyy... Ewy się znaczy.

    Albo.
    Przychodzi facet do małego sklepu (typu express).
    - Gdzie tu macie schody na piętro?
    o.O konsternacja
    Aż się pcha na myśl:
    - Przez peron 9 i 3/4. Wystarczy wziąć rozbieg i wbiec w witrynę.

    Ale największą satysfakcję miałam jeszcze w tym roku, kiedy poszłam tylko odwiedzić sklep, w którym pracowałam. Pracownica znalazła klientce książkę, mimo, że opis był: książka dla dzieci z czerwoną okładką o strażakach (litości!). Klientka oddała książkę i powiedziała, że się jeszcze zastanowi. Pracownica więc odłożyła książkę na miejsce, a jako że skończyła zmianę, przebrała się i poszła do domu. Za jakieś 10 minut, słyszę, że ta sama klienta robi gównoburzę pracownikom na kasie, że ona chce tę książkę, a pracownik jej ją ZABRAŁ! I że mają ją natychmiast znaleźć z powrotem! Pracownicy biedni gęby otworzyć nie mogą, próbują dzwonić do tej, która poszła do domu, ale ta nie odbiera. Klientka dalej nie znała tytułu, ani autora, mimo że książkę miała przed chwilą w rękach. Nagle staje między regałami i wskazuje na konkretną PÓŁKĘ (najniższą) i drze się na cały sklep, że ona ją tu gdzieś odłożyła. Pracownicy gęba na kłódkę, ale ja już nie wytrzymałam:
    - To może pani się łaskawie schyli i ją sobie z tej półki wyjmie?!
    Babę zamurowało. Po paru sekundach riposta:
    - Ja mam małe dziecko w wózku! I płaszcz! Nie będę się w nim schylać!
    Roześmiałam się jej w twarz i powiedziałam, że w takim razie nie będzie miała książki.

    Biedni pracownicy... Współczuję!

    Na biegu więcej sobie nie przypomnę, ale klienci w Polsce są wyjątkowo chamscy. O ile sama praca była przyjemna, tak klienci już mniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta babka z płaszczykiem i książką o strażakach... Brak słów po prostu.

      Usuń
  27. Sama mam za sobą kilkumiesięczną pracę w księgarni i do tej pory staram się pamiętać tylko te wspaniałe chwile, a nie jest to łatwe zadanie.... :)
    Dzięki tej pracy poznałam cudowne koleżanki, z którymi do dziś dzielę nie tylko pasję do literatury, miałam okazję zapoznać się z nowymi autorami i gatunkami, o których do tej pory nie miałam pojęcia. No i oczywiście wydałam połowę zarobionych pieniędzy na książki! ;)
    http://favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie chciałabym pracować w księgarni, to po prostu nie dla mnie, mimo że kocham książki całym sercem. Ten post warto jednak było przeczytać, bo, jak widać, praca w księgarni ma naprawdę wiele plusów!
    Najbardziej rozbawiła mnie historia z Grocholą! :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo interesujący wpis, wiele rzeczy można się dowiedzieć, no cóż... praca w księgarni nie należy do najłatwiejszych. Dopiero odkryłem Twojego bloga, ale dołączam do obserwatorów! <3

    http://book-dragon-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  30. Myślę, że pracownikom księgarni przede wszystkim, bardziej niż niewiedza, przeszkadza wśród kupujących chamstwo i niemożliwe do zrealizowania żądania. Osoba sympatyczna, która pamięta tylko kolor okładki i to, że książka była o nastolatkach, może być podsumowana uśmiechem i porozumiewawczym mrugnięciem oka, ale klienci tacy jak pani z komentarza wesellerki? Grrr, aż nie chce się wierzyć, że to czytelniczka!

    Mam nadzieję, że jednak opowieści o okropnych zakupowiczach równoważone są bardzo miłymi momentami i rozmowami z klientami, którym naprawdę na książkach zależy.

    Pozdrawiam.

    https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz